Aktualności
FACEBOOK

Miejsca z klimatem, charakterem – z ich wspomnieniem wracamy z Paryża, Wiednia, Lizbony, Budapesztu, Pragi. Na Woli wojna zostawiła jedynie okruchy dawnej świetności Warszawy – nieliczne kamienice, jeszcze rzadsze fragmenty ciągłej zabudowy ulic. Choć przetrwały wojnę, teraz zabytki często popadają w ruinę. To, co świadczy o ciekawej i burzliwej historii miasta i dzielnicy z łatwością zastępowane jest sztampową betonowo-szklaną masą, oby o jak największej powierzchni użytkowej, szczelnie wypełniającą przestrzeń.

Na początku tej kadencji jeden z członków Zarządu Dzielnicy zapytany o strategię postępowania z zabytkami Woli, odpowiedział, że ten temat to „magma”. Rzeczywiście, można odnieść wrażenie, że bezkształtna, niszczycielska, bezimienna siła ściera z powierzchni ziemi to, co dawne.

Wiadomo, deweloperzy gonią za jak największym zyskiem wyciśniętym z każdego metra działki, również tej, na której stoi historyczna zabudowa. Ale dlaczego w tych wysiłkach na Woli wspierają ich urzędnicy? Przykład podwładnym daje sam burmistrz, Krzysztof Strzałkowski- Burmistrz Dzielnicy Wola, „nie wiedzący”, czy ochrona konserwatorska dotyczy istniejących budynków, czy też nowych, dopiero projektowanych. Kto i jak tworzy „magmę” usuwającą zabytki? Na czyją korzyść ona działa? W cyklu postów przyjrzymy się temu procesowi. Posłużymy się bardzo aktualnym przykładem jakim jest kamienica Grzybowska 37.

Zaczynamy od mini-reportażu przygotowanego przez Kamil Kociszewski przedstawiającego historię Kamienicy Tarasiewiczów oraz sygnalizującego, o jakim współdziałaniu inwestorów i urzędników możemy mówić.